piątek, 28 stycznia 2011

Ze starego bloga: POLEMIKI: NIE i Wyborcza o konferencji i o mnie

wtorek, 14 sierpnia 2007 18:24
 
Jak już Drogi Czytelnik wie koncern Agory (choć nie tylko), przedstawił relację z konferencji w Chełmie, (patrz wcześniejsze wpisy). Jakiś czas potem swą relację zamieściło "Nie" (o czym też juz pisałem). I choć należałoby oczekiwać, ze to właśnie tygodnik pana Jerzego Urbana przyłoży z grubej rury, to jednak zestawiając pełne teksty dwóch doniesień, łatwo zauważymy, iż o wiele łagodniejszym, (żeby nie powiedzieć wręcz nobilitującym), jest tekst z "Nie". Poza tym chyb już po raz kolejny okazuje się, iż warsztat dziennikarski mają też lepszy o Wyborczej gazecinki.

Dziwne?

Tak, ale tylko wtedy, gdy się nie zna geografii politycznych wpływów tych z Europy i tych z za oceanu. Mnie więc to nie zdziwiło.
Pełny tekst artykułu z "Nie" przytaczam na mojej stronce.
Wojna, (i ta mała wojenka), informacyjna więc trwa.
Pozdrawiam
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Władza biurokracji (7): Światła, wypadki i tablice...

wtorek, 07 sierpnia 2007 12:23
 
Jak już wiemy od kilku miesięcy obowiązuje w Polsce nakaz jazdy na światłach przez całą dobę. Kolejny przepis oddający pod władzę biurokratów kolejną część naszego życia. Tłumaczenia jak najbardziej słuszne: zwiększenie widoczności, a tym samym bezpieczeństwa na drogach i ograniczenia ilości ofiar. Wczoraj, 6 sierpnia, w telewizji podano statystyki co do wypadków. Okazuje się, iż mimo nakazu jazdy na światłach liczba wypadków (i ofiar) jest większa niż w ostatnich latach. Cóż więc warta argumentacja biurokratów?! Czy wypadków i ofiar będzie mniej nie wiemy, (na razie jest więcej), ale co wiemy na pewno? Ano to, że jazda na światłach powoduje zwiększenie zużycia paliwa (niewiele, setkę, dwie setki na stówkę); lecz mnożąc to razy 5 czy 10 milionów samochodów razy setki dodatkowych dni i godzin jazdy w ciągu roku wyjdzie, że ileś setek tysięcy (może milionów) litrów więcej wyjeździmy (ktoś na tym zarobi); akumulatorki też szybciej popadają więc trza będzie je wymienić (ktoś na tym zarobi); żaróweczkom też to żywotności nie przedłuży (znów ktoś na tym zarobi)....

Lat temu będzie już ładnych kilka jak zmieniły się w Polsce tablice z nazwami miejscowości. Kiedyś starczała jedna tablica z nazwą miejscowości: biała (obszar zabudowany, wówczas jeszcze do 60km/h), zielona z nazwą miejscowości (90 km/h). Niestety biurokraci zarządzili inaczej. Tablice (tysiące, tysięcy) w całej Polsce trzeba było wymienić na znane nam beznazwowe daszki domków czarne na białym tle. Tablica z nazwą stoi, (choć nie zawsze), oddzielnie. I znów zamieszania więcej, przejrzystości dla kierowców mniej, ale ktoś na tym również zarobił...

Nie więc brak pieniędzy jest problemem w wielu dziedzinach naszego życia, ale patologiczny system, który je marnuje, przeżera czy wyprowadza do kieszeni nielicznych.

Cóż za mojej prezydentury trzeba to będzie zmienić.

Z pozdrowieniami dla wszystkim moich przyszłych Wyborców.
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Władza biurokracji (6): Nowe uprawnienia i przywileje dla policji skarbowej

poniedziałek, 30 lipca 2007 21:05

Jak już pisałem w systemie, który działa w Unii a tym samy w Polsce jest system społeczny, gdzie prawdziwymi rządzicielami są biurokraci. Rzecz jasna biurokrata, od którego humoru i decyzji zależy los nawet najbogatszych, by skutecznie panować musi mieć zbrojne ramię, dla nieposłusznych.
Media doniosły ostatnio, iż ma
Publikuj posta
powstać w Polsce nowy rodzaj policji: Policja leśna. Tak więc do istniejących już bogacze 9 rodzajów dołączy jeszcze jeden.
Dziś „Rzeczpospolita" donosi o projekcie ustawy zwiększającej - i tak już ogromne - uprawnienia policji skarbowej (http://awronka.nazwa.pl/txt/txthtml/wladzabiurokracji2.htm). Oczywiście teologię dorabia się piękną, w praktyce oznacza to, iż w tym państwie niczego nie będzie można być już pewnym, a najmniej tzw. tajemnicy bankowej.
P.S.
Doczytałem właśnie w Rzepie, o nowych przywilejach dla policji skarbowej (narazie tylko propozycja) (http://awronka.nazwa.pl/txt/txthtml/wladzabiurokracji1.htm).
Pozdrawiam szczególnie tych mających interes i konto w Polsce.
Andrzej Wronka

czwartek, 27 stycznia 2011

Ze starego bloga: Jeszcze o "NIE" i pieniądzach publicznych

poniedziałek, 30 lipca 2007 14:17
 
Zapomniałem dodać, iż w relacji dziennika cotygodniowego "Nie", w której mnie wymieniono pojawiła się ważna informacja, której oczywiście zabrakło w gazecince czy innych portalach, o tym, iż prelegenci za swoje konferencje nie wzięli ani grosza od WODNu w Chełmie, mimo, iż łącznie pokonali ponad 2000km na dojazdy (np. p. Henryk z Rumi przez Lublin do Chełma i Włodawy i z powrotem).
Wdzięczny więc jestem za tą informację, gdyż w relacjach miejscowych gazecin zarzucano marnowanie publicznych pieniędzy.

Ze starego bloga: "NIE" wspomina o Wronce

sobota, 28 lipca 2007 11:10  
 
Echa chełmskiej konferencji dają się słyszeć. Ostatnio otrzymałem wiadomość, iż w gazecie samego redaktora Jerzego Urbana jest wzmianka o mnie i innych prelegentach występujących w Chełmie i Włodawie. Przypomnę, iż dotknęliśmy tam problemu sekt i zagrożeń z tym związanych. Po donosach gazecinki i różnych portali przyszedł czas na „Nie".
Ktoś by powiedział po co zajmować się takim piśmidłem?
Otóż z kilku względów warto. Osobiście zainteresowałem się tym, gdyż jest to jedna z najbardziej znanych gazet na lewej stronie. Warsztat dziennikarski też nietuzinkowy. Zresztą dobrze śledzić co przeciwnik o nas myśli (pisze).
Ku memu zdziwieniu (ale nie aż tak dużemu), w „Nie" Pan Bernard Kraska napisał krótki artykuł „Wakacje bez świadków". Odwołano się tam do „Tygodnika Chełmskiego" ale jest kilka różnic.
Przede wszystkim potraktowano mnie (nas) tam z kulturą większą niż na Onecie, Interii, gazecince (mowa o Wyborczej), „Dzienniku" itp. Określenie mnie mianem „niejaki Andrzej Wronka" jest przecież prawdziwym i bardzo grzecznym określeniem. Do siostry Michaeli Pawlik użyto nawet zwrotu wielebna. Co ciekawe „Nie" dostrzegło trzeciego prelegenta Pana Henryka Merchela. W zasadzie tylko z jego relacji Czytelnik może się dowiedzieć, że jest niewidomym wolontariuszem hospicjum i gra na chwałę Pana! Inni totalnie go przemilczeli, może dlatego, że jego wzruszające świadectwo poruszyło nawet niekatolików.
Cieszę się więc, iż i na „lewej" stronie zostaję pomalutku dostrzeżony.
Co prawda podtytuł w artykule nie brzmi dla mnie zachęcająco: „Bardziej niebezpieczni od sekt są ich pogromcy", ale to przypisuje pewnemu folklorowi i zabiegowi dziennikarskiemu. Trudno bowiem uwierzyć, iż s. Michaela czy ja w oczach dziennikarzy z „Nie" jesteśmy bardziej niebezpieczni niż ponad 120 tysięcy świadków Jehowy w Polsce, nie licząc tysięcy sekt i różnej maści wywrotowców, (jak chociażby wspomniani przeze mnie na konferencji sataniści - nawiasem mówiąc szkoda, że tego wątku nikt nie rozwiną skupiając się na świadkach, o których mówiłem w zasadzie tylko po konferencji i to z racji pytania, jakie ich dotyczyło).
Natomiast sam tytuł: „Wakacje bez świadków" jest jak najbardziej pozytywny w przeciwieństwie do silących się na sensacyjność tytułów innych piśmidełek, typu: „Ludzie Rydzyka uczą nauczycieli".
Jak widać „Pan Bóg i wilkiem orze."

Pozdrawiam więc świat dziennikarski!
Andrzej Wronka

środa, 26 stycznia 2011

Ze starego blogu: Tarcza i demografia

poniedziałek, 02 kwietnia 2007 21:14
 
         Od pewnego czasu słyszymy, i słyszeć jeszcze będziemy, przeróżne opinie na temat amerykańskiej tarczy antyrakietowej, która ma być rozmieszczona m. in. na północnych terenach Polski. Wielu dyskutuje czy jest ona korzystna dla nas, czy raczej należałoby się od niej trzymać z daleka.
Tu chciałbym spojrzeć na tę sprawę nie tyle przez pryzmat polskiego interesu narodowego, ile rosyjskiego.
         Warto się zastanowić, po co ta tarcza i dlaczego akurat w północnej Polsce ma być jej znaczący element?
         Amerykanie głośno odpowiadają, iż dla obrony przed atakami rakietowymi ich państwa. Śmiem wątpić. Przede wszystkim sama możliwość takiego ataku z terytorium położonego kilkanaście tysięcy km od USA jest arcy wątpliwa. Po drugie istnieją wcale nie mniej skuteczne metody niszczenia takich rakiet bez owej tarczy, które to metody amerykanie mają lub mogliby mieć, zapewne dużo mniejszym kosztem. 
        Więc po co?
        Powodów jest kilka. Ja skupię się na jednym, o którym usłyszałem podczas spotkań z Panem Docentem, a która to myśl wydała mi się ciekawa
i wiarygodna, (nie mówiąc już o tym, że oryginalna).
        Otóż w próbie podboju świata przez USA, od lat kantem staje Rosja. Wypowiedzi prezydenta Putina, (por. wystąpienie Putina na lutowym spotkaniu w Monachium, gdzie zarzucił USA dążenie do stworzenia jednobiegunowego świata z "jednym ośrodkiem władzy, jednym panującym"), pokazują wyraźnie, iż Rosja nie zamierza być żadnym wasalem Ameryki. W jaki więc sposób tarcza może być elementem walki przeciw Rosji, skoro ma charakter obronny i Rosji nie zagraża, (podobno)?
         To, co dla USA może być bardzo niepokojące, to to, że ich przeciwnik ostatnimi laty urósł w potęgę, ponieważ stał się głównym beneficjentem zawieruchy i rozróby, jaką amerykanie wywołali w Iraku i wywołują na Bliskim Wschodzie. Jak Rosja na tym skorzystała? Ano bardzo prosto, poprzez szalony wzrost cen ropy na rynkach światowych. O ile w latach 90. cena ta kształtowała się na poziomie 15-20$ za baryłkę, to w ostatnich latach osiągała poziom 60-70$. Jeżeli do tego doda się fakt, iż Rosja jest obecnie niemalże największym producentem ropy naftowej na świecie, (minimalnie ustępując Arabii Saudyjskiej) i znaczną część wydobycia przeznacza na eksport, to zrozumiemy miliardowy sukces, jaki osiągnęła. Tym samym budżet państwa urósł niesamowicie, do tego stopnia, że przed czasem można było spłacić długi wobec zagranicznych wierzycieli.
         Jednakże, to państwo ma wiele powodów do zmartwień. Jednym
z najważniejszych jest tragiczna sytuacja demograficzna
(zob. http://www.andrzejwronka.com/archiwumtxt/putin.htm
oraz http://www.andrzejwronka.com/archiwumtxt/Rosja_wymiera.htm ). W Rosji ubywa 700 tysięcy ludzi rocznie; rozwody, aborcja są na porządku dziennym.
A przecież nie ma narodu, nie ma partii, nie ma wojska, nie ma Kościoła,
nie ma stowarzyszenia… jeśli nie ma fizycznego człowieka. Stąd też reakcja prezydenta Putina była właściwa: zauważył problem w swym zeszłorocznym przemówieniu do Narodu, podał konkretne rozwiązania, a od stycznia je realizuje, (m. in. astronomiczna – jak na warunki rosyjskie – kwota „becikowego” – 250.000 rubli, ok.10.000$ na drugie dziecko).
         Jak więc osłabić Rosję?
         Prowokacja militarna. Mentalność prezydenta Putina w dużej mierze kształtowana jest przez wpływ cywilizacji turańskiej, a to oznacza,
iż postawienie pod nosem całego kompleksu wojskowego, spowoduje najprawdopodobniej emocjonalną reakcję, w której prezydent Putin pokaże,
że on i Rosja nie są gorsi i potrafią odpowiedzieć jeszcze potężniejszymi, (droższymi), kompleksami. Co to oznacza? Ano nic innego jak utopienie setek miliardów cennych dolarów na bezużyteczne systemy i kompleksy, które Rosji do niczego się nie przydadzą, (analogia do naszych F-16 i bandyckich amerykańskich offsetów sama się narzuca, ale to inna historia). I tak zamiast zdobyte dewizy przeznaczać – zgodnie ze swym zamiarem – na odbudowę populacji narodu rosyjskiego, opiekę zdrowotną, jak też rozwijanie jego morale, jego potencjału i niezależności, poziomu intelektualnego i naukowego, to przeznaczy się je na żelastwo wojskowe, (choć na pewno technologicznie zaawansowane). A przecież dobra koniunktura cen ropy nie musi trwać wiecznie.
         Boję się, że ta prowokacja może się udać i nowy „wyścig zbrojeń” będzie pogrążał państwo i naród rosyjski.
Rosyjskim matkom i rodzinom
życzę dobra i mądrości władców.
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Alicja minus jeden

sobota, 24 marca 2007 13:43
 
I oto wojny informacyjnej w sprawie człowieka poczętego ciąg dalszy. O samej wojnie informacyjnej będzie okazja napisać kiedy indziej, tu tylko zauważmy, iż współczesnych konfliktów nie prowadzi się za pomocą czołgów i rakiet (jest to anachronizm i cofanie się do wojny III generacji), tylko za pomocą informacji (rolę pocisków, czołgów, rakiet spełniają wszelkie nośniki informacji media, Internet, pisma itp.). Tak więc gdy w Polsce, jednym z większych krajów Unii, ważą się losy praw dzieci nienarodzonych, unijni agitatorzy nie mogą być bezczynni. Wykorzystali więc sprawę pani Alicji Tysiąc, (choć dla mnie ta cyfra jest mocno przesadzona, dałbym minus jeden). Oczywiście mniemanie, że to przypadek, iż
  • akurat sprawę polki,
  • akurat w tym czasie i
  • akurat w takim temacie się wyciąga i nagłaśnia
byłoby przedszkolną naiwnością. Przypadki są w gramatyce a nie w polityce – to będziemy jeszcze przypominać. 
        Patrząc na Panią Alicję za dużo od kobieciny nie wymagam; to, że ktoś jej podpowiada, kieruje, najprawdopodobniej sponsoruje widać jak na dłoni. Otóż zwolennicy zabijania niewinnego dziecka – przynajmniej w niektórych przypadkach – posłużyli się przypadkiem kobiety, która żąda odszkodowania za to, że nie mogła zabić dziecka i przez to pogorszył się jej wzrok. Okazuje się, że dziecko pani Alicji żyje. Rodzi się wiec pytanie: Jak temu dziecku można spojrzeć teraz w oczy? Dziecko przez ciebie gorzej widzę, tylko dlatego, że w jakiejś Polsce nie mogłam cię legalnie usunąć (usunąć to pewien eufemizm – tzn. że nie mogłam pozwolić lekarzom żeby cię po kawałku porozrywali i wyrzucili do szpitalnego lub klinicznego kubła na śmieci). Może Pani Alicji pocieszy swe dziecko mówiąc: No dobrze, skoro już nie mogłam pozwolić by cię porozrywali na kawałki w moim ciele, to nie wyrzucaj sobie, że żyjesz i ze twoja mam ma gorszy wzrok, bo przynajmniej dostanę tysiące € odszkodowania.
Co by należało zrobić z taką mamą biznesmenką: dać w pysk (jak mówi moja koleżanka) – mimo wszystko jakoś nie wypada, wygnać z kraju – nie realne więc szkoda słów. Współczuć tylko dziecku, które w telewizji, Internecie, gazetach czyta o sobie ile to krzywdy wyrządziło swej matce tylko tym, że żyje.
Skandalem na tym tle nie jest porażający wyrok Trybunału, naciągane interpretacje prawne (por. artykuł Alicja w krainie czarów http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20070323&id=my11.txt), ale postawa polskiego ministra zdrowia, który z tym wyrokiem się zgadza. Ach ten PiSowski rząd.
Dlatego jeśli nie wykształcimy prawdziwych elit katolickich i polskich, to wiecznie będziemy walczyć ze skutkami.
Z nadzieją na lepsze jutro
Andrzej Wronka
24 marca A. D. 2007

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Ze starego bloga: Naród zabijający swoje dzieci jest narodem bez przyszłości!

piątek, 23 marca 2007 16:30
 
Słowa Jana Pawła II, powtarzając je w Kaliszu z bólem przyznał: Wierzcie, że nie łatwo mi to było powiedzieć z myślą o swoim narodzie. Co by powiedział dziś?  
No i jesteśmy świadkami kolejnej debaty na temat aborcji, czyli dyskusji czy człowieka, który nikomu nie zawinił i nie ma żadnych szans na obronę można zamordować, czy nie można?  
Zdawałoby się, że szczególnie w Unii Europejskiej, która tak dba o przeróżniste prawa, prawo do życia dla niewinnych dziecinek będzie poza dyskusją. Przekonanie takie mogło się zrodzić w sercach europejczyków tym bardziej, że nawet prawne zabicie wielokrotnych morderców, gwałcicieli, pedofilów i przeróżnych kombinacji wymienionych i nie wymienionych patologii jest w Unii surowo zakazane. Więc, logicznie rzecz ujmując, z aborcją nie powinno być jakiegoś większego problemu. A tu przykra niespodzianka. Czołowi ideolodzy unijny wręcz zalecają poszczególnym państwom jak największą dopuszczalność aborcji.  
Rozumiał bym dyskusyjność tej kwestii gdyby współczesna medycyna, genetyka, embriologia miały poważne kłopoty z ustaleniem kiedy życie ludzkie się zaczyna. Wówczas warto by dyskutować czy w poszczególnych przypadkach, albo nawet bez nich, nie dokonać usunięcia tkanki, ćwierćczłowieka czy jakbyś my tego jeszcze nie nazwali. Tymczasem nauka jest tu całkowicie zgodna. Życie ludzkie zaczyna się od połączenia komórek i uruchomienia nowego procesu zapisanego w materiale genetycznym. Od tego momentu rozpoczyna się nowy człowiek, nowe życie, czy używając języka cybernetyki, zaczyna funkcjonować nowy system autonomiczny. Ani w 2 godziny później, ani w 2 miesiące później, ani w 22 lata później nie zachodzi już nic takiego, co kazałoby nam powiedzieć, że od tego momentu rozpoczęło się nowe życie ludzkie.   
Tak więc dyskusja nad tzw. aborcją jest odpowiedzią na pytanie: Czy maleńkie dziecko można zamordować z jakichkolwiek powodów, wiedząc, że nie popełniło żadnej winy i nie ma żadnych szans obrony?    
To jest sedno debaty o życiu nienarodzonych. Oczywiście istnieje tu wiele innych ważnych kwestii: aborcja a dramaty kobiet, które się jej dopuściły (syndrom poaborcyjny), aborcja a wymieranie narodu polskiego, rosyjskiego i innych (problem demograficzny, społeczny, ubezpieczeniowy bowiem przybywa osób starszych, niepracujących, którym trzeba wypłacać świadczenia więc zakusy zwolenników aborcji do wprowadzania eutanazji są naturalna konsekwencją), aborcja i wyjątkowe przypadki (gwałt, zagrożenia życia matki itp.), aborcja a realizacja planów demograficznych okupantów Polski, (o czym szerzej na mojej stronie http://www.andrzejwronka.com/wojnademogrstrona.htm). Aborcja i pewne kręgi, które za pomocą manipulacji, sondaży robionych pod zamówienie przez lata urabiają mentalność ludzką proaborcyjnie, dyskryminacja w publicznych mediach tych, którzy tworzą potężna armię ludzi, w tym lekarzy i naukowców, sprzeciwiających się eutanazji i aborcji, (podobno Panowie Kaczyńscy od miesięcy nie mają 30 min. czasu żeby udzielić audiencji największej w Polsce Federacji za życiem, natomiast na feministki taki czas bez problemu się znajduje), pomoc matkom samotnie wychowującym dzieci, opieka medyczna, duszpasterska, psychologiczna dla kobiet i matek doznających przemocy itp.
Szczegółowych kwestii można by wymieniać wiele, zasadnicza jest jedna i warto ją powtórzyć:   
Czy maleńkie dziecko można zamordować z jakichkolwiek powodów, wiedząc, że nie popełniło żadnej winy i nie ma żadnych szans obrony? 
23 marca A.D. 2007

Ze starego bloga: Nieobecni nie mają racji

czwartek, 22 marca 2007 22:44
 
Tymi słowami pragnę rozpocząć i powitać wszystkich Internautów, którzy zechcą odwiedzić tę stronkę i zapoznać się z moimi przemyśleniami.
Już od kilku miesięcy przybieram się do prowadzenia swego bloga. Pewnie bym zaczął już w styczniu, ale uświadomiłem sobie, iż prowadzenie takiego "pamiętnika" wymaga systematyczności wpisów, samodyscypliny no i tego, że ma się coś ciekawego do przekazania innym, którzy zechcą już poświęcić swój czas na zajrzenie tu. Najgorzej u mnie z tą systematycznością i samodyscypliną. No ale może uda się zmobilizować.
W dobie informatyzacji, bloog staje się kolejnym nośnikiem informacji, dzięki któremu można czynnie uczestniczyć w swoistej wojnie informacyjnej.
„Nieobecni nie mają racji..." ktoś kiedyś powiedział. Zostają ze swymi poglądami i racjami gdzieś na marginesie nie mając szans na ich wypowiedzenie, a tym bardziej dotarcie do szerszego grona odbiorców. Mam nadzieję, iż ten bloog dostarczy Czytelnikowi informacji, przemyśleń i pewnych prowokacji intelektualnych.
Biorąc udział w różnych spotkaniach w Polsce i za jej granicami spotykam wielu wartościowych ludzi i to już w podstawówkach i gimnazjach. Niestety jest to zazwyczaj jedno, dwa spotkania i rozstajemy się. Bardzo bym się cieszył gdyby ten blog stał się wirtualnym terenem spotkań, wymiany myśli, integracji, jak również tworzenia pewnych elit (w dobrym tego słowa znaczeniu), które w przyszłości umiały by zmieniać oblicze tej ziemi, zmieniać ku lepszemu. Zapraszam więc serdecznie do odwiedzania i komentowania zamieszczanych myśli.
Z życzliwością dla Wszystkich
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Władza biurokracji (5): Zdesperowani

niedziela, 08 lipca 2007 0:19
 
Okazuje się, że jest więcej osób zdesperowanych władzą rozrośniętych urzędów, męczących przepisów itp.
Jedną z myśli znajdujemy w "Wirtualnej Szufladzie": http://dobrowol.org/blog/2006/12/nasi_ciemiyciele_cz_1.html
Może tytuł: Ciemiężyciele jest zbyt emocjonalny... sam nie wiem...

Ze starego bloga: Demografia

sobota, 07 lipca 2007 9:02

O kryzysie demograficznym pisałem już dawno. Od kilku lat zauważają go także instytucie delikatnie mówiąc świeckie, dalekie od Kościoła czy spraw religijnych. Wieloletnia polityka depopulacyjna z jednej strony, z drugiej kodowanie ludzi na konsumpcjonizm i wygodnictwo życiowe, a z trzeciej stwarzanie warunków niekorzystnych wielodzietnej rodzinie (przynajmniej w Polsce), doprowadza do zapaści demograficznej. Oby jedynym wyjściem dla starzejących się społeczeństw Europy nie była eutanazja. pewnie przez gardło alarmującym instytucjom europejskim i światowym nie przejdzie przez gardło by wdrożyć naukę Kościoła katolickiego względem rodziny i małżeństwa, wartości, jaką jest posiadanie dzieci itp.

Jako lekturę uzupełniającą polecam artykuł z „Gazety Bankowej” http://finanse.wp.pl/a,1,wid,9001749,prasa_22.html?rfbawp=1183791528.116
i dział demografia na mojej stronce.

piątek, 21 stycznia 2011

Ze starego bloga: Władza biurokracji (4): Biurokrata a urzędnik

wtorek, 26 czerwca 2007 20:18
 
Pisałem już wyżej o tym, iż nie wszyscy urzędnicy to bezużyteczni, szkodliwi biurokraci. Warto tu jeszcze doprecyzować. Nie chcę walczyć z urzędnikami lecz z oligarchią biurokratyczną, dla której masa urzędnicza stanowi tylko bazę społeczną, którą stale rozbudowuje i cynicznie wykorzystuje. Biurokratą – w naszym rozumieniu – nie jest każdy urzędnik, lecz tylko ten, który ma władzę (często nadmierną, niekonieczną) nad ludźmi – nie tylko swymi podwładnymi ale również innymi.
 
Dziękuję Panu Docentowi za tą cenną podpowiedź i rozróżnienie.

Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Polemiki: Wybiórcza gazecinka

sobota, 23 czerwca 2007 23:19

No i w końcu... Po kilkunastu latach działalności, setek spotkań w szkołach, parafiach, pielgrzymkach, radiach, domach kultury itd. doczekałem się zauważenia w serwisie samej „Gazety Wyborczej". W stronie internetowej artykulik Tomasza Nieśmiała z Lublina próbujący relacjonować przebieg i treści z konferencji organizowanej przez Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Chełmie.
Żeby niestosować metody moich adwersarzy i tendencyjnie nie ukazywać ich wypowiedzi oraz doniesień poniżej przytoczę całość niusiku, jaki ukazał się na stronce gazecinki pod tytułem: „Ludzie Rydzyka uczą nauczycieli".

„Publicyści znani z Radia Maryja i TV Trwam uczyli pedagogów z Chełma, że świadkowie Jehowy to sekta, a największe zagrożenia dla młodzieży to horoskopy i wróżby
Konferencja "Złudne uroki, czyli o sektach, subkulturach, wróżbach, horoskopach, magii..." odbyła się w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 6 w Chełmie. Zorganizował ją wojewódzki ośrodek doskonalenia nauczycieli - podległy PiS-owskiemu marszałkowi województwa lubelskiego.

Co działo się na konferencji?

Siostra Michaela Pawlik występująca w TV Trwam opowiadała nauczycielom m.in. o zgubnych skutkach wiary w reinkarnację. Andrzej Wronka, publicysta znany z mediów o. Rydzyka i prezes stowarzyszenia Effatha, które tropi sekty i zagrożenia dla wiary, dał ostrzegawczy wykład o świadkach Jehowy.

- To była żenada, ale musieliśmy pójść. Dyrektorzy nas wysłali, odmowa szefowi nie byłaby mile widziana - mówi nam nauczycielka, która słuchała wykładów.

- Poziom merytoryczny był mizerny - dodaje nauczycielka z Zespołu Szkół Zawodowych w Chełmie (kilka lat temu zmagano się tu z werbunkiem uczniów przez sektę). - Padło kilka banalnych stwierdzeń, o których wie każdy średnio rozgarnięty gimnazjalista.

A co sądzą pracownicy ośrodka doskonalenia nauczycieli? - Zapraszając prelegentów, kierowałem się ich fachowością i doświadczeniem - mówi Jan Ciepałowicz, konsultant ośrodka ds. religii i wychowania fizycznego. - Siostra Michaela i pan Wronka znają się jak chyba nikt w Polsce na tej tematyce.

Joanna Grochola, dyrektor ośrodka: - To sami nauczyciele w ankietach, które otrzymują, zamówili zorganizowanie takiej konferencji.

Organizatorzy tłumaczą: dzieci wyjeżdżają na kolonie, obozy wędrowne i pielgrzymki. Sekty często wykorzystują okres wakacji do werbunku młodych ludzi. Dlatego to świetny moment, żeby na lekcjach wychowawczych uczyć, jak się sekty ustrzec.

Opozycja w sejmiku wojewódzkim jest oburzona. Radny Jacek Czerniak (SLD) zażądał wyciągnięcia konsekwencji wobec kierownictwa ośrodka. - Badamy sprawę. Na razie powstrzymam się od decyzji i komentarzy - mówi marszałek województwa Jarosław Zdrojkowski (PiS).
Źródło: Gazeta Wyborcza"


W związku z tym, iż w doniesieniu tym została wymieniona moja osoba czuję się zobowiązany do kilku sprostować i dopowiedzeń, których tam zabrakło (foto relacja ze spotkań jest na mojej stronie www.AndrzejWronka.com).

Wartoby sprawdzić czy „wojewódzki ośrodek doskonalenia nauczycieli" to czasami nie jest nazwa własna nietuzinkowej instytucji. Bo jeśli tak, to wypadałoby ją napisać wielkimi literami.

Nie prawdą jest, iż na wspomnianej konferencji, (w zasadzie konferencjach bo wcześniej odbyła się też dla młodzieży w owym Zespole Szkół oraz nauczyciele z Włodawy), dałem ostrzegawczy wykład o świadkach Jehowych. O świadkach wspomniałem marginalnie i to głównie w zawiązku z pytaniem, jakie padło po konferencji z sali, a które dotyczyło właśnie świadków, (notabene nie wiem czy nie zadane przez panią, która sama jest świadkiem lub ze świadkami związana?).

Co do stwierdzenia o żenadzie:

Zwróćmy uwagę na tanie chwyty tego niusiku. Przytacza się wypowiedzi nauczycieli całkowicie anonimowo. W ten sposób oczywiście można w nieznane usta wcisnąć wszystko i jeszcze ubrać to w kwieciste zwroty. Rzecz jasna poglądy nauczycieli są różna i mają do nich prawo, tak jak każdy inny obywatel. Więc można znaleźć kogoś, kto - jak tylko usłyszy o sprawach religijnych, chrześcijańskich, tym bardziej katolickich - będzie na anty. Jednakże czy to jest cała prawda o odbiorze, odczuciach i ocenie wszystkich nauczycieli, tym bardziej uczniów? Dlaczego nic nie pisze się o całej grupie uczniów i nauczycieli, którzy cieszyli się i dziękowali za to spotkanie, nabywali publikacje tematyczne itp. Ciężko publikować pozytywne opinie o sobie ale jeśli będzie taka potrzeba, przytoczę je.

Dlaczego fałszuje się obraz konferencji przed oczyma Czytelników nic nie wspominając o pięknym, wymownym, ujmującycm i profesjonalnym świadectwie Pana Henryka Merchela z Rumi, niewidomego od 20 lat, pomagającego cierpiącym i umierającym na nowotwory oraz ich rodzicom... Przecież stanowił on stały element naszego zespołu prelegentów na wszystkich trzech konferencjach?

Być może piszącemu tego niusika chodziło o to, by zmobilizować Andrzeja Wronkę do tego, by nieustannie podnosił poziom swej wiedzy i - szczególnie do nauczycieli - używał zwrotów, słówek w myśl zasady: im mniej zrozumiałem, tym pewnie mądrzejsze? Może? Z pewnością warto mi się doszkalać, zbierać krytyczne uwagi, (zawsze do nich zachęcam moich Słuchaczy) i wzrastać w profesjonalizmie.

Pisząc ogólnikowo o żenadzie nie podważono żadnego mego twierdzenia, żadnego argumentu; gazeciunia nie polemizuje z żadnym przykładem podawanym przeze mnie, co do wróżbiarstwa, czy nauk świadków Jehowy? Cóż wymagać! Może to właśnie jest żenada?

A co do żenady i mojego zwrotu „gazeciunia" czy „gazecinka", to piszę tak, gdyż żenujący poziom „Gazety Wyborczej" wykazał nawet Tygodnik „NIE" pana Jerzego Urbana, dyskredytując gazecinkę od strony uczciwości i merytoryki - o tym napiszę innym razem, gdybym się ociągał proszę przypominać).

Co do tego, że występuję w Radio Maryja i Telewizji TRWAM, rzecz jasna to prawda, co więcej cieszę się, iż dzięki tym mediom mogę docierać do milionów odbiorców na całym świecie. Generalnie staram się wykorzystywać różne środowiska, tak by głosić to, co uważam za słuszne, a jednocześnie poddać się pod ostrzał polemiki moich Słuchaczy, szczególnie tych, którzy mają diametralnie odmienne poglądy ode mnie. Mnie to uczy, a wierzę, że i im coś w serduchu zapadnie. Dlatego pragnę przypomnieć dziennikarzom gazecinki, że od marca tego roku jestem też znany niektórym z anteny Radia TOK FM, (fakt, że jako gość z „doskoku"). O sektach (w tym i o świadkach) mówiłem tam, na żywo, (żeby było śmieszniej), wraz z S. Michaelą Pawlik). Czy wówczas było dobrze dlatego, iż owa rozgłośnia wchodzi w skład Grupy Agory, do której należy także gazecinka?


W lokalnym wymiarze jedno gazecionko, (tym razem nie mylić z Wyborczą), poruszyła już nawet w związku z owa konferencją Rzecznika Praw Obywatelskich, Fundację im. Stefana Batorego, redaktora pisemka antyfaszystowskiego, Sejmik Wojewódzki, posłów i inne doborowe towarzystwo. To zrozumiałe, gazeciana nieznana szerzej więc i szumu sporo robi w nadziei na zaistnienie - „daremne żale, próżny trud"... Chyba, że prezydent Stanów Zjednoczonych zostanie poproszony o opinię, wszak broni w Iraku pokoju, niepodległości, równości, demokracji, tolerancji, itp.?

W sumie cieszę się z pewnej wrzawy, jaka rozkręca się m. in. wokół mojej osoby i tematów, jakie poruszam. W wojnie informacyjnej najskuteczniejszą bronią jest całkowite przemilczanie, blokada, nie chwalenie, nie krytykowanie tylko przemilczanie. Wówczas na masową skalę nie istnieje się w świadomości społeczeństwa. Rzecz jasna niektórych nie da się już przemilczać bo są za bardzo znani. Nie da się przemilczeć i nic nie pisać np. o o. Tadeuszu Rydzyku. Można krytykować, można chwalić ale przemilczeć już się nie da. Czyżbym w czerwcu A. D. 2007 dołączył do osób, których przemilczeć się nie da? Czas pokaże. Tymczasem, jak to powiadają: Psy szczekają, a karawana idzie dalej. Co by nie było gazecinka (za nią Interia), robią mi reklamową robotę, (w relacji zacytowano wszak bardzo pozytywną wypowiedź Pana Jana Ciepałowicza z WODN względem mnie).


Pozdrawiam swych zwolenników, (dają siły do tego, że warto wstępować na rydwan w obronie wiary, prawa i ubogich, jak to psalmista ujął). Nie mniej serdecznie pozdrawiam adwersarzy, oponentów i mych przeciwników, (oni pozwalają doszlifowywać się i hartować w boju). A kto wie może wszyscy na tym skorzystamy? Co daj Boże!

Andrzej Wronka
Węgrów, 23 czerwca A.D. 2007

czwartek, 20 stycznia 2011

Ze starego bloga: Władza biurokracji (3): Pochwała urzędnika

sobota, 16 czerwca 2007 14:20 

Moje rozważania na temat władzy i pozycji urzędników i biurokracji wywołały u niektórych niemiłe wrażenie, (głównie moich znajomych urzędników). Zrodziło się pytanie czy aby mojej iście krytyczne wywody nie wrzucają wszystkich do jednego worka? Przecież pracownicy zwykłych urzędów „na dole” nie stanowią ustaw, rozporządzeń, przepisów, wytycznych ale je otrzymują, i choć czasem są głupie, sprzeczne i bezsensowne to – rad nie rad – muszą do nich się stosować.
Dalej, przecież niejeden urzędnik w zwykłym urzędzie rozmawia, radzi, pomaga czy nawet podpowiada zwykłemu obywatelowi tak, by szybciej i skuteczniej mógł załatwić swa sprawę.

To wszystko prawda.
O tym wspomniałem na samym początku moich rozważań, zaznaczając, iż wówczas czujemy wdzięczność i radość. Przyznam się, że zdarza mi się doświadczać życzliwości ze strony różnych osób pracujących w rożnych urzędach czy placówkach publicznych. Za co szczerze dziękuję.
O takich urzędnikach ja nie piszę. Tacy są potrzebni. Takim chwała za ich kompetencję i otwartość na człowieka. Tacy często sami muszą dźwigać jarzmo przepisów i urzędników z „wyższej półki” (nie mylić z górną półką).
Ze świadomością rozróżniającą możemy sparafrazować: „Urzędnik” – to nie znaczy zawsze to samo… Piszę więc o tej części, z którą raczej nie chcielibyśmy mieć do czynienia, która wadzi, obciąża państwo i społeczeństo.

Czekając, (na szczęście nie w kolejce lecz na znajomych), pozdrawiam serdecznie.
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Władza biurokracji (2): Winda

piątek, 08 czerwca 2007 19:26

Tylko poruszyłem temat skrytej, niemalże wszechrozciągającej się w życiu, władzy biurokracji a tu Teleexpress pośpieszył z wymowną ilustracją. W wydaniu z 6 czerwca 2007 r. doniesiono, iż na Pomorzu w jednym ze szpitali - po wielu bojach, zabiegach i staraniach pani dyrektor - udało się w końcu zamontowano windę. Jako, że boje były długie to i otwarcie radosne i uroczyste. Winda od lat oczekiwana w końcu będzie służyła pacjentom i pracownikom szpitala.

W tym samym niemalże czasie, nieopodal oddano inną windę, która bez większych walk i wysiłków pojawiła się w… starostwie. Urzędnicy bowiem starostwa w owej miejscowości dzierżawią 3. piętro w innym budynku. Myślą Państwo sobie: No tak, co się dziwić, kilka razy dziennie być może musieli schodzić na parter to i biedaczyska przycichały się, czasu poświęcały, a i pracy papierkowej oddać się nie mogli. Otóż nie zupełnie. Do tej pory urzędnicy nie dreptali wcale schodami, gdyż w budynku jest już winda.
Po co więc druga? – ktoś zapyta.
Ano po to, żeby na trzecie piętro wjeżdżać bez żadnych ścisków, pacjentów czy innych interesantów z niższych pięter. Oczywiście winda musiała zostać umieszczona na zewnątrz, a budynek do jej zainstalowania adaptowany – koszta oczywiście dodatkowe, ale cóż, w świetle naszych rozważań nie powinno nas to dziwić. Jak podano, winda ta jeździ tylko na 3. piętro (do starostwa), możliwość wysiadania – a więc i korzystania z niej – na innych piętrach jest zablokowana.

To tylko jeden przykładzik na gorąco. Myślę, iż każdy z nas widzi je wokół siebie niejednokrotnie. Będziemy je przytaczać.


Pozdrawiam, szczególnie Kolejkowiczów i Interesantów z różnych urzędów.

Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Władza biurokracji (1): Ukryci władcy

środa, 06 czerwca 2007 12:22
 
Od lat słyszę mądrości ludowe na temat rządzących. Domorośli eksperci zgodnie orzekają, iż ten, kto ma w Polsce wielkie pieniądze, to rządzi prawie wszystkim, ewentualnie rządzący to politycy (w zależności od wygranych wyborów), ludzie PiS, SLD itp.
Dalej wielu widzi problem służby zdrowia, szkolnictwa, policji… w braku pieniędzy. Mówiąc innymi słowy zaznaczają, że gdyby mieli miliard, lub cztery miliardy, to by uzdrowili poszczególne dziedziny. Nic bardziej mylnego.


Ale po kolei.


Postanowiłem zacząć kolejny dział na swym blogu pod wspólnym tytułem: „Władza biurokracji”, by korzystając z unikatowego dorobku polskich uczonych jak prof. Feliks Koneczny czy doc. Józef Kossecki spojrzeć na te problemy inaczej.

Mówiąc o biurokracji: całym urzędniczym aparacie państwowym, samorządowym czy lokalnym w poszczególnych gałęziach i zakładach pracy należy na początku zaznaczyć, iż w sprawnie funkcjonującym państwie, samorządzie, czy zakładzie praca urzędników, przedstawicieli władzy jest nieodzowne. Urzędnicy więc istnieć muszą i istnieć powinni. Powinni cieszyć się konkretnym statusem społecznym, wszak pracują dla państwa i społeczeństwa.
Jednakże
·        powinno być ich mało,
·        powinni mieć wysokie morale,
·        powinni mieć wysokie kwalifikacje.


A jak jest?


Wielu z nas pamięta zapewne rzadkie uczucie, gdy idąc do urzędu zyskaliśmy życzliwą pomoc, ludzkie traktowanie. Kiedy spotkaliśmy się z kompetencją i sprawnie mogliśmy załatwić swoje sprawy. Jak było miło i sympatycznie… Niestety najczęściej słysząc o urzędach dostajemy gęsiej skórki.

Gdzie leży problem?


Tu musimy cofnąć się do nauki porównawczej o cywilizacjach stworzonej przez prof. Feliksa Konecznego, unikatowy dorobek w skali świata i historii ludzkości. Niestety dorobek tego wielkiego historyka jak i jego postać jest całkowicie przemilczana w polskich programach szkolnych i w ogóle w Polsce. Dorobek Konecznego z uwspółcześnieniem i unowocześnieniem opracował doc. Józef Kossecki (również przemilczany, choć jeszcze żyjący i cały czas tworzący naukowo). Nie wdając się w szczegóły, (ambitniejszych zachęcam, by się wdali w nie na własną rękę), możemy powiedzieć, że w cywilizacji łacińskiej dominującymi elementami był prymat etyki nad prawem. W cywilizacji bizantyjskiej prymat prawa nad etyką. Tzn., że w tym drugim przypadku władza państwowa, urzędnicy są klasa dominującą. Państwo stara się za pomocą przepisów i regulacji prawnych kontrolować maksymalnie wielką część życia społecznego czy nawet prywatnego. Przejawia się to chociażby w ilości ustaw, rozporządzeń, przepisów. W tym systemie prawdziwie panującą władzą jest władza biurokracji. Ani polityk, ani przedsiębiorca, ani miliarder nie są w stanie grać pierwszych skrzypiec. Oczywiście mogą formalnie być u władzy, ale tylko wówczas kiedy nie sprzeciwiają się władzy i pozycji biurokracji. Wszelacy przedsiębiorcy mogą robić nawet wielkie pieniądze ale pod warunkiem czy to podporządkowania się biurokracji, czy znajomości czy w postaci różnego rodzaju haraczy składanych biurokratom (łapówka, koncesja, podatki – jawne i ukryte, opłaty, podporządkowanie ideologiczne itp.).

Od np. decyzji urzędnika skarbowego, wyroku sędziego w ciągu kilku chwil lec może w gruzach milionowy dorobek i sam polityk, czy przedsiębiorca. Przykładem może być pan Roman Kluska i jego firma Optimus. Urzędnicy zawyrokowali, że łamał prawo i musi zapłacić wielkie pieniądze, nałożyli na niego kaucję o sumie niespotykanej w polskim wymiarze sprawiedliwości nawet wśród największych przestępców. Po wielu bojach, nerwach i stracie zdrowia wygrał przed sądem, który uznał, iż prowadził działalność zgodnie z prawem. Czy urzędas skarbowy, który wydał złą decyzję i ją podtrzymywał przez wiele miesięcy „beknął” za to chociażby potrącaniem z jego pensji i dodatków odszkodowania? Nic z tych rzeczy, odszkodowanie (mikroskopijne do strat zresztą) wypłaca budżet państwa, czyli lud pracujący, a nie urzędas.
Przykład piekarza z Legnicy, który nie sprzedany chleb oddawał potrzebującym za darmo wspierając tym samym działalność charytatywną. Przez urzędasów został zniszczony całkowicie. Najpierw zarządzano zapłacenia podatku od rozdanego pieczywa. Potem gdy sprawę nagłośniono obnażając owych urzędasów, zaczęli oni kontrolować podmioty, z którymi handlował ów piekarz. Jaki był skutek? Ano, odbiorcy i partnerzy handlowi, jeden za drugim, zaczęli się wycofywać. Przedsiębiorcę z sercem doprowadzono do ruiny.

Co świadczy o prawdziwej (choć skrytej) władzy biurokracji w systemie bizantyjskim, w którym Polska, (nie mówiąc już o Unii Europejskiej), się znajduje?
Wymieńmy tylko niektóre:
1. Zwiększająca się od lat ilość urzędników.
2. Ogromna ilość ustaw, rozporządzeń i przepisów.
3. Brak osobistej odpowiedzialności za błędne decyzje.
4. Przywileje i gwarancje, jakie mają urzędnicy i biurokraci.
5. Inne.

Warto konkretnie przyjrzeć się tym punktom przytaczając dowody i dane ilustrujące je, ale to już następnym razem. Być może Czytelnicy zechcą podzielić się swoimi doświadczeniami i uzupełniać argumenty z poszczególnych punktów.
Pozdrawiam
Andrzej Wronka

Ze starego bloga: Głupawa moda (1): Wielkie i male litery

piątek, 25 maja 2007 22:35
 
No cóż, w tym roku, w październiku kończę 35 lat. W związku z tym:

·        nazywanie mnie starym kawalerem, zyskuje pełne pokrycie w faktach;
·        będąc starym kawalerem zyskuję prawo do pewnego marudzenia i wydziwiania;
·        przysługuje mi coraz bardziej bycie konserwatywnym, szczególnie w kontekście pojawiających się głupawych (moim zdaniem) mód, jakimi karmione jest współczesne społeczeństwo (społeczeństwa), a którym tak wielu bezkrytycznie ulega.
W związku z tym, na mym blogu chciałbym się podzielić moimi konserwatywnymi, starokawalerskimi przemyśleniami. Tej grupie przemyśleń nadałem wspólny tytuł: „Głupawa moda”.
Rozpocząć pragnę od zwrócenia uwagi Czytelników na rzecz z pozoru banalną. Otóż od pewnego czasu zaistniała moda, by tytuły, imiona i nazwiska pisać z małych liter. Widzimy to w telewizji, filmach, książkach, czasopismach itp.
Rozumiem, iż poezja (wiersze białe), świat literackiej przenośni i artystycznego łamania schematu nie stosuje się do panujących przepisów, zwyczajów i norm interpunkcji, ortografii itp. Pewna awangarda, może chęć zwrócenia na siebie uwagi, wyróżnienia się przejawiała się np. w nazewnictwie zespołów, gdzie schabów (od schab, część tuszy mięsnej) zespół pisze „schabuff” itp. Choć prawdę mówiąc zawsze ceniłem tych wykonawców, reżyserów, poetów, piosenkarzy, którzy umieli zafascynować, zwrócić uwagę treścią, formą przekazu, zawartym przesłaniem itd.
Czy jednak nagminna obecnie głupawa moda na pisanie tytułów książek czy filmów małą literą, co gorsza pisanie małą literą imion i nazwisk autorów, wykonawców to dobry pomysł? Mnie uczono na języku polskim, że gdy do kogoś piszę list to nawet zwroty „Twój”, „Ciebie” pisze się wielką literą ponieważ jest to wyraz szacunku, uznania i kultury okazanej odbiorcy. Nie mówiąc już o imionach i nazwiskach.
Mam kolegę niewidomego od 20 lat. Dzięki swej pracowitości i ogromnemu wysiłkowi opanował nie tylko język Braille’a ale także pracę na komputerze; m. in. dzięki programom tzw. „gadaczom”. Dostaje wiele SMSów, meili, wiadomości na Gadu Gadu. Dzięki zaawansowanym programom „widzi” na przykład kto – pisząc do niego – pisze jego imię wielką literą, kto małą. Czasem rozmawiamy o tym, mówi mi, jak mało jest osób, które, poprzez wciśnięcie dodatkowego klawisza, chciałyby sobie zadać trud poprawnej pisowni. Myślą sobie: Po co, przecież i tak ślepy? Czasem to my widzących jesteśmy bardziej ułomni. Ale niekiedy mówi, jak się cieszy gdy „widzi” przez „gadacza”, jak ktoś w meilu stara się okazać swój szacunek do niego używając dużych liter. Niby taka „pierdółka”, niby takie nic; prawie to samo – „Prawie, czyni wielką różnicę”!
Dziwie się tylko, iż nawet katolickie wydawnictwa ulegają tej głupawej modzie. Może innym to nie przeszkadza, ja natomiast we współpracy z nimi, zawsze będę domagał się rzeczy dla wielu banalnej, by tytuł mojej książki, imię i nazwisko pisane było wielką literą. Wstyd, że o takie rzeczywistości trzeba się upominać. „Takie czasy” – jak to mówi mój znajomy.
Od czasu do czasu przejeżdżam przez Wrześnię, tam gdzie w XIX w. polskie dzieci, młodzież, za cenę cierpienia i prześladowania walczyli o obecność języka polskiego. Mieszkam na wschodzie, gdzie po Powstaniu Styczniowym nastąpiła ogromna rusyfikacja, gdzie język polski starano się wyrugować i nie udało się. Ciężko mi patrzeć jak jakieś anonimowe grona propagują tę głupawą modę. Skoro Polska to podobno wolny kraj więc ja pozostanę, jako stary kawaler, przy pisowni tradycyjnej. Dlatego, gdy piszę „Czytelników” na moim portalu zawsze chce pisać wielką literą. Cenię bowiem Tych, którzy pofatygowali się by na niego wejść.
Pozdrawiam więc wszystkich Czytelników.

Kolejną serią, jaka przygotowuję jest: "Władza biurokracji."

Andrzej Wronka

wtorek, 18 stycznia 2011

Ze starego bloga: Giniemy...

środa, 09 maja 2007 17:28
 
Dziś mija 20 rocznica katastrofy lotniczej, jaka rozegrała się w Lasach Kabackich pod Warszawą. Zabrakło sekund, by samolot dotarł do Okęcia. Radzieckie normy wykonania części silnikowych doprowadziły do katastrofy. Wschodni wykonawca nigdy nie przyznał się do fuszerki… Zginęło 183 osoby.
Nie chcę wzbudzać dyskusji nad tym czy katastrofy można było uniknąć. Czy właściwie wybrano lotnisko do awaryjnego lądowania, pas na Okęciu itd. Chciałbym wzbudzić nieco inną refleksję. Prostą, ale nie obecną w mediach.
Jak kruche jest życie ludzkie. Nie znamy dnia ani godziny.
Zawsze, gdy słyszę o śmierci, wypadkach, kataklizmach, tragediach zadaję sobie pytanie: Czy ci ludzie byli przygotowani. Ci co zginęli w lasach Kabackich przynajmniej pół godziny mieli na najważniejszą refleksję swego życia. A inni… A ja… ? Czasem strach sobie odpowiadać na to pytanie.
Tak łatwo mówimy: Odszedł do Pana! Odszedł do domu Ojca! Czy aby wszyscy tak bezproblemowo po śmierci widzą dom Ojca? Daj Boże, ale chyba za mało mówi się o sądzie Bożym, o odpowiedzialności, realnej możliwości potępienia na wieki, cierpieniach w czyśćcu…
Sam pisząc te słowa czuję się jakbym prawił morały ze średniowiecznego katechizmu, ale przecież nauka katolicka się nie zmieniła, Pismo św. się nie zmieniło, słowa Chrystusa się nie zmieniły, a mówią wyraźnie nie tylko o możliwości nagrody wiecznej, ale także kary.
Ostatnią wypowiedzią zanotowaną o godzinie 11:12:13 były słowa pilota: Cześć! Giniemy!
Oby tylko dotyczyły tego życia.
Rocznica jest dla mnie okazją nie tylko do tego, by z żalem wspomnieć ofiary katastrofy, wyrażać teoretyczne ubolewania czy przyznawać po śmierci różne „przyznawajki”, ale przede wszystkim, by wszystkich objąć modlitwą: Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci! Pokój ich duszom.
                                                                                     Garwolin, 9 maja A. D. 2007
Więcej o tragedii zobacz na Wikipedi

Ze starego bloga: Zwycięzca

czwartek, 12 kwietnia 2007 16:48 

          Zwycięzca śmierci, piekła i szatana,
wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana…

Chrystus zmartwychwstał!
Tyle razy już to słyszeliśmy i słyszymy co roku w okresie Wielkiej Nocy. Powtarzanie tej fundamentalnej prawdy grozi więc trywialnością. Nie chcę więc mnożyć rozważań wielkanocnych. Spojrzeć na zmartwychwstanie chciałbym przez pryzmat wyjątkowości chrześcijaństwa w kontekście innych religii.
W żadnej z nich Bóg nie solidaryzuje się ze swym stworzeniem do tego stopnia, że opuszcza ciepłe, wygodne niebo, przychodzi na ziemię, dobrowolnie podejmuje cierpienie, mękę, (ogrom tego cierpienia widzieliśmy w obrazie Mela Gibsona Pasja). Pozwala by Go stracono haniebną śmiercią przeznaczoną w tamtych czasach dla przestępców, ludzi wyjętych z pod prawa, marginesu społecznego itp. Tym była wówczas śmierć krzyżowa. Prawdziwie umiera. Zostaje pochowany i oto niedzielnego poranka zmartwychwstaje!
Historia ludzkości zna wielu założycieli różnych religii, wyznań, sekt. Wielu ogłaszających się mesjaszami. Są też dziś. Pewien hindus, Sai Baba, zgromadził kilka milionów wyznawców na świecie, (również w Polsce). Uwierzyli, że jest mesjaszem… Ale mijają lata i okazuje się, ze są to zwykli śmiertelnicy. Nikt z nich nie ma takiej władzy, by komuś i przede wszystkim sobie samemu przywrócić życie, własną mocą zmartwychwstać. Owszem mogą dokonywać różnych sztuczek, iluzji czy nawet zwodniczych cudów (por. Mt 24,24); mogą wygłaszać różne nauki i teorie, ale z ich śmiercią, kończą się ich możliwości.
Tylko Chrystus udowodnił swym zmartwychwstaniem, że jest nie tylko człowiekiem, ale również prawdziwym Bogiem (por. J 20,28; 1 J 5,20). A skoro nim jest, to i jego nauka ma moc boską, obowiązującą; to i Jego nauka nie jest jakimś, nawet wspaniałym filozofowaniem o życiu, cierpieniu i wieczności, tylko prawdą, która pewnie wskazuje drogę ku nieprzemijającemu Bogu i szczęściu. Teraz już ode mnie zależy komu w życiu będę wierzył:
·        zwykłym ludziom, którzy wymyślili lepszą lub gorszą religię, filozofię życia, partię, utopię itd.;
·        sobie samemu, jako największemu autorytetowi, który wedle własnego widzi mi się ustala co robić, jak wierzyć i w konsekwencji jak żyć;
·        czy Chrystusowi, który jako jedyny zmartwychwstał?


Na świecie doznacie ucisku,
ale miejcie odwagę,
Jam zwyciężył świat.

Wybierając Chrystusa i Jego naukę – idę za Zwycięzcą. I pragnę, by wszyscy ludzie z różnych narodów, religii, kultur, języków, partii i przekonań też szli tą drogą. Jak ich o tym przekonać…?
Londyn, Oktawa Wielkanocna
Andrzej Wronka

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Ze satarego bloga: Podźwignij nas Panie z grobu naszych grzechów

czwartek, 05 kwietnia 2007 15:37
 
Od lat w słowach modlitwy odmawianej przez kapłana w Wielki Piątek nad Grobem Pańskim swą uwagę kieruję szczególnie na fragment: …podźwignij nas z grobu grzechów… Pamiętam jak kiedyś na rekolekcjach Ks. Andrzej Kania podkreślił je. Jakoś tak mi blisko do tych słów. Często do nich wracam wciągu całego roku. Często się nimi modlę.
Zapewne nikt nie zwraca na nie uwagi, lub naprawdę niewielu, a myślę, że warto.
Upadamy, ale zawsze u Chrystusa szukajmy przebaczenia i podźwignięcia, i sił do powstania z grobu naszych grzechów.
„Panie Jezu Chryste, nasze zmartwychwstanie i życie, podźwignij nas z grobu grzechów, nawiedź i napełnij duchową mocą. Spraw, abyśmy ugruntowani w wierze, nadziei i miłości mogli pojąć ze wszystkimi świętymi, jak wielka jest Twoja miłość. Tak bardzo nas umiłowałeś, że dla nas poniosłeś śmierć na krzyżu, aby żaden człowiek, który wierzy w Ciebie, nie zginął, ale miał życie wieczne. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.”
Sił do dźwignięcia
świeckim i kapłanom,
braciom i siostrom,
małżonkom i bezżennym,
dzieciom i rodzicom,
politykom i bezrobotnym,
bogatym i bezdomnym,
nam wszystkim
życzę.
Andrzej Wornka